janekkorycki.com surfers blog

Latest

New Years ’12

Long time no see.

This new years we spend in Polish Mountains practicing our Jibbing skillz , its important for keeping in shape for wake season.!!

https://www.facebook.com/photo.php?fbid=2409168704367&set=a.2409167544338.2110787.1105687976&type=3&theater

CV 11 Latest

nice trip

crazy team

This slideshow requires JavaScript.

‘Jedno oko na Maroko, drugie oko na swell’ czyli Janek Korycki i Łukasz Koński doin’ Maroko

Nasza marokańska przygoda rozpoczęła się 28 grudnia, kiedy w Warszawie na dobre zagościła zima. Był to nasz pierwszy zimowy zaplanowany wyjazd w cieple kraje. Zapowiadało się znakomicie : idealna temperatura, mili ludzie, surfing, pyszne jedzenie, tanie życie, po prostu bajka.

W sześć wyjątkowych osób ruszyliśmy do Agadiru, po 6 godzinach lotu (z przystankiem w Casablance) odebraliśmy samochody i ruszyliśmy na nasz pierwszy nocleg do Aourir. W tym małym miasteczku Marek z ‘Holly Cow’ zorganizowal nam nocleg i radził, co warto i gdzie warto pływać. Tego dnia trafiliśmy też na olbrzymi targ, gdzie kupić można było od wielbłąda po orzeszki w miodzie.

Oczywiście nie na zakupy tu przyjechaliśmy a na surfing, wiec zaraz po śniadaniu ruszyliśmy na sprawdzanie okolicznych spotów. Najbliższa nas miejscowość Taghazout, okazała się prawdziwą mekką suferów. Kampy z całego świata, z przewagą Anglików i Francuzów, w większości początkujących, ale na trudniejszych miejscówkach spotkać można było niezłych surferow.

Tam pierwszego dnia kolega Marek złamał deskę, nie on pierwszy i nie ostatni, ale skazany był na wypożyczenie w Essaouirze różowej „surf Betty”. Trzeciego dnia czekała nas podróż do oddalonej o 170 km Essaouiry, pokonaliśmy tą drogę z postojami w ok. 4 godziny i bardzo cieszyłam się, że już jesteśmy na miejscu. Tam
mieliśmy spędzić 7 dni, przedłużyliśmy do 10, bo na miejscu było super.

Znaleziony przez Janka apartament w środku miasta, z 3 sypialniami, salonem, kuchnia i łazienką był cały w fioletach i na każdej ścianie leżały orientalne kafle, ale był doskonały bo nasz. Po śniadaniach w domowych, po trzech zbiórkach ( 1 Odjazd – kontrolny, 2 Odjazd – ostrzegawczy, zaczynamy schodzić do auta, 3 Odjazd – wszyscy są spakowani, brakuje tylko jednej osoby i nikt nie wie dlaczego i z jakiego powodu jej nie ma, więc skoro ma na nas wywalone, to my tez i odjeżdżamy :) ) zaopatrzeni w banany, pitę i napój Hawai, ruszaliśmy na plaże.

W zależności od pogody , pływów i takich tam, jeździliśmy do: Sidi Kauki, na secret spot „Caves” albo do Moulay. Tam zwykle siedzieliśmy do zachodu słońca, potem szybki prysznic i na lokalną kolację do Mediny (stara część miasta obwarowana murami), gdzie w sympatycznych małych uliczkach każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Każdy miał obowiązek przetestowania lokalnych pyszności, chyba najpewniejszym daniem była marokańska zupa harirra (zupa z mięsem i kluskami) i Tagine Kefta ( mięsne kuleczki w sosie pomidorowym) do tego zawsze i wszędzie pita.

Dla mnie wszystkie te miejsca były takie same, kąpiel w ocenie była walka o życie, bo przybijające do brzegu fale z kamieniami łamały nogi, temperatura wody też nie rozpieszczała. Opalanie, książki, krzyżówki, a w moim przypadku zabawy w piasku z Hanka. Przyjemna temperatura w dzien od 25 do 35 stopni, raptownie spadała po zmroku, ale też do 15 stopni.

Samo miasto bardzo ładne, fajne i bezpieczne, policja stala na każdym skrzyżowaniu. Zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach i restauracjach, nie sprzyjal biesiadowaniu w knajpach. Szybko po meczącym dniu wracaliśmy do domu na relaks.

Myślę, że surfingowo bardzo udany, chłopaki pływali codziennie, Janek zwany rzezimieszkiem fal jest coraz bardziej skuteczny. Tomek będzie niezły bo ma moc, choć jednego dnia szacunek do fal i ich mocy powrócił. Marek musi przyinwestować w deskę, a Łukasz ma z surfingu dużą frajde i to jest fajne.

Pod względem kajta trafiliśmy słabo, bo tylko 3 dni i to nie całe wiało. Jednak Łukasz i Janek zaliczyli dobrą sesję wave na 3-4m. falach w Moulay, podczas to której Jano złamał swoją ukochaną deskę Rusty GTR. Drugie dobre pływanko na łejwie było niespodzianką, czyli wiatr bez prgnozy w Sidi Kaouki, gdize chłopaki pływali na tych samych, duzych falach, na którch dzień wczęsniej mieli najlepsza sesję na surfie.

Najlepszym spotem surfowym była „Jaskinia”, bylismy tam aż 4-5 razy, bez tłoku, pływaliśmy sami albo z 5, max 10 kolesiami. Niestety podczas całaego wyjazdu nie trafilismy na obiecywane przez Janka niekończące się prawe fale ale i tak codziennie chłopaki spędzali kilka godzin w wodzie podczas porannej i popołudniowej sesji.

W drodze powrotnej w kierunku Taghazout, bo tam spędziliśmy dwa osatnie dni, trafiliśmy na piekne miejsce z rajska plaża i lazurowa woda. Imsouane to zatoczka gdzie równiutkie fale idą w kierunku piaszczystej plaży. W miasteczku było około 50 surferów siedzących na lunchu i 30 na wodzie. Nie wiemy co tam się dzieje jak robią się prawdziwe fale. Polecam początkującym, nawet ja mogłabym tam spędzić dzień na naukach.

tekst: Łukasz ‘Koniu’ Koński (z rodziną :) )

This slideshow requires JavaScript.

Morocco surf trip

2 tygodnie w Maroku byly naprawde wypasne.

wkrotce relacja oraz film

Snow sessjons na zoli!

http://fotolek.ownlog.com/estakada–zoliborz-wwa,2155167,link.html

zima nadeszla pelna geba trzeba cos robic w stolicy

wyjazd do maroku juz tuz tuz !!

deska surf !

Witam, mam do sprzedania moja pierwsza deche quika
6’6 na 19 3/8 na 2’5 cala grubosci, jak dla mnie super decha idealna dlugosc szerokosc jedyny problem troche za gruba przez co bardziej wyporna, latwiejsza
decha jest firmy quiksilver robiona w hossegorze francji shapeovana przez Phila Gracea (link), uzywana doslownie 4 razy stan bdb chcialbym sie jej w koncu pozbyc
poprosze o kontakt –

Zawody cross w sochaczewie

Moje pierwsze zawody cross

w opor blocie

naprawde tuff

niezapomniane chwile.

13na 30 niezly wynik

mega dzik

Rura Akcjon WWA

laola wake trailer

Follow

Get every new post delivered to your Inbox.